AAA
Szkoła Podstawowa w Jędrzejewie

Aktualności

12 czerwca 2017 16:58 | Aktualności

WSPOMNIENIA Z KARPACZA

Pobudka o piątej rano nie należała do najłatwiejszych. Szybka toaleta, szybkie śniadanie i wyjazd do Jędrzejewa na miejsce zbiórki. Tak zrobiłem ja i z tego co mi wiadomo wiele innych osób. Ponoć kilku z nich spało tylko po 2-3 godziny. Odsypiali w autobusie. Osobiście stwierdzam, że była to, jak dotąd, najdłuższa podróż w moim życiu. Jechaliśmy, jak mnie pamięć nie myli- około ośmiu godzin po czym dotarliśmy na Ślężę. Ślęża to ponoć jedna z niższych gór, bo ma „zaledwie” 715m.n.p.m, ale jako, że była to pierwsza prawdziwa góra w moim życiu, było to nie lada wyzwanie. Następnie udaliśmy się do oddalonego o kilkadziesiąt metrów kościoła, ale z niego nie mam zbyt wielu wspomnień. Byłem wyczerpany. Później droga minęła w dość krótkim czasie. Zacząłem odczuwać klimat gór. Nie byłem przyzwyczajony do nagłych zmian ciśnienie i co rusz zatykały mi się uszy.

Jeśli chodzi o sam hotel, to nie było tam nic ciekawego. Może kilka drobnych incydentów, ale wolę zachować je dla siebie. Uznajmy, że po kolacji dość szybko poszliśmy spać, a rano zwiedzaliśmy Bazylikę Wniebowzięcia Najświętszej Mari Panny w Kruszowie. Była ogromna, piękna a freski w środku niej sprawiały niesamowite wrażenie. Po zwiedzaniu i czasie na kupienie pamiątek pojechaliśmy do parku Miniatur. Makiety były idealne. Dokładnie odwzorowały prawdziwe budynki, których niestety nie mieliśmy okazji zobaczyć. Po tym szybki powrót do Alpiny, sen i główna atrakcja naszej wycieczki. Podróż zaczęliśmy wejściem do świątyni Wang, czyli najstarszego ewangelickiego kościoła w Polsce. Następnie zaczęliśmy się wspinać. Dopiero tam zrozumiałem jakie one są potężne. Kilkakrotnie byliśmy zmuszeni do smarowania się kremem z filtrem. Temperatura odczuwalna była tak niska, że miałem na sobie kurtkę, jednak słońce swoimi promieniami lizało nas tak, że wielu z nas miało czerwone nosy. Strach pomyśleć, jakimi oparzeniami skończyłaby się nasza podróż gdyby nie nasze świetne i zaradne opiekunki. Były to pani Kryjewska i pani Dydo. Wracając do wspinaczki- łatwo nie było. Kilku nas na sam szczyt Śnieżki nie weszło, ale zostali w schronisku. Zejście trwało krócej, pomimo dłuższej trasy oraz trudniejszego szlaku do zejścia. Ostatniego dnia zwiedzaliśmy wodospady: Szklarkę i Kamieńczyk. A teraz kilka moich krótkich komentarzy, które można pominąć jeśli chce się czytać tylko o suchych faktach. Jeśli chodzi o przewodników, to było ich pięciu. Pani, która jeździła autobusem  na miejscu pasażera. Mówiła ona o niektórych   w czasie jazdy. Przewodnik, który opowiadał nam o Ślęży był typem śmieszka, ale i człowieka z ogromną pasją. Drugim przewodnikiem był pan, który był nauczycielem na emeryturze, oprowadzał nas po Bazylice. Trzeci przewodnik…(no tak. Byliśmy jeszcze w kopalni) był człowiek machina. Wszystko o czym nam mówił było krótkie, zwięzłe i …nudne. Słuchało się tego jak regułek. Przewodnik, który wprowadził nas na Górę nie był człowiekiem. Naprawdę! To była niezniszczalna maszyna. On prawie biegał, a w międzyczasie opowiadał nam to i owo. Warto wspomnieć o samym hotelu. Nie będę się tu zagłębiał w szczegóły, ale omówię krótko (moim zdaniem) wady i zalety. Zaletą były naprawdę czyste pokoje, sam wygląd i wystrój. Tak, to już wszystkie. Wady: niegościnni właściciele, jedzenie było… złe. Po prostu złe. No i akustyka hotelu, która sprawiała, że jeśli zamknie się mocniej drzwi, to huk jest tak wielki. No cóż, to już tyle. Wycieczka była naprawdę udana. Jako klasa zbliżyliśmy się do siebie. Jeszcze raz chciałbym podziękować wszystkim którzy się do naszej wycieczki w jakiś sposób dołożyli. Szczególnymi pozdrowieniami chciałbym uraczyć panią Przytulską, która niestety nie mogła być tam z nami, ale życie to nie bajka. Tak to jest, że czasem jest pod górkę, a czasem- z górki.

Jakub Wieczorek

Przeczytano: 369 razy. Wydrukuj|Poleć znajomemu|Do góry

WSPOMNIENIA Z KARPACZA